Polańczyk → Wołkowyja → Bukowiec → Rajskie → Polana → Czarna → Lutowiska → Stuposiany → Muczne (zagroda żubrów, muzeum, kościół, wieża widokowa) → Tarnawa Niżna → Tarnawa Wyżna (torfowiska) → powrót do Polańczyka




Muczne
Muczne to niewielka osada leśna położona na wysokości około 650 m n.p.m., u stóp masywu Bukowego Berda (1311 m n.p.m.). To miejsce idealne na rozpoczęcie przygody z dziką przyrodą Bieszczadów.
Lokalizacja: przy drodze do Mucznego, przed zagrodą żubrów.
To miejsce przybliża historię wypału węgla drzewnego, który od wieków był ważnym zajęciem mieszkańców tych ziem.
Co zobaczysz:
Ciekawostka: Węgiel drzewny z bieszczadzkich lasów trafiał niegdyś do hut szkła na terenie całej Galicji.
Informacje praktyczne:
| Wstęp | bezpłatny |
| Czas zwiedzania | 15–30 minut |
| Dodatkowe atrakcje | miejsce na ognisko w okolicy |
Uwaga – zagroda tymczasowo zamknięta ze względu na chorobę żubrów
Lokalizacja: ok. 2 km przed Mucznem, przy drodze ze Stuposian
Zagroda powstała w ramach projektu „Ochrona in situ żubra w Polsce – część południowa”, współfinansowanego przez Unię Europejską. Kontynuuje ona tradycję hodowli zapoczątkowaną w 1963 roku w zagrodzie aklimatyzacyjnej.
Ciekawostka historyczna: W latach 60. XX wieku w Mucznem istniał ośrodek łowiecki, gdzie żubry były celem polowań ówczesnych dygnitarzy. Na bieszczadzkie łowy przyjeżdżała elita Europy, a strzelanie do największego ssaka kontynentu było dla nich „powodem do dumy”.
Dzisiaj:
Słynny mieszkaniec zagrody: Byk „Pulpit”, który został odpędzony od stada przez silniejszego rywala i wyruszył w samotną wędrówkę na północ. Przeszedł wtedy 400 km – aż pod Tarnów! Został schwytany i resztę życia spędził w zagrodzie.
Informacje praktyczne:
| Godziny otwarcia | codziennie 9:00–19:00 (tymczasowo zamknięte) |
| Wstęp | bezpłatny |
| Parking | bezpłatny przy zagrodzie |
| Czas zwiedzania | ok. 30 minut |
Lokalizacja: Muczne 2
Centrum zostało utworzone w 2013 roku w wyniku modernizacji dawnego hotelu robotniczego. Oficjalne otwarcie odbyło się 24 września 2016 roku, w ramach regionalnych obchodów Święta Lasu.
Muzeum Przyrodnicze – co zobaczysz:
Informacje praktyczne:
| Godziny zwiedzania | wejścia dla osób indywidualnych o pełnych godzinach |
| W budynku | restauracja, sklep z pamiątkami, możliwość noclegu |
| Czas zwiedzania | ok. 30–60 minut |
Lokalizacja: Muczne 3
To wyjątkowa świątynia – najmłodszy drewniany kościół katolicki w Bieszczadach, wzniesiony w latach 2014–2015.
Historia budowy:
Inicjatywę podjęli mieszkańcy Mucznego – niewielka społeczność, głównie pracownicy leśni i ich rodziny. Przeprowadzili zbiórkę funduszy w 43 parafiach w Polsce i w Londynie, zebrali 400 tysięcy złotych. Projekt opracowali Agata Jasińska-Malec i Łukasz Hawrylik z Ustrzyk Dolnych.
Architektura:
Wyposażenie – prawdziwe perełki:
To najwyższa wieża widokowa w całych Bieszczadach. Jej wysokość to 34 metry.
Dojście:
Krótsza trasa: szlak czerwony – początek z tyłu Centrum Promocji Leśnictwa ok. 45 minut w jedną stronę
Dłuższa trasa: szlak niebieski od Centrum Promocji Leśnictwa (ścieżka przyrodnicza wokół Mucznego, wzdłuż drogi) i później czerwonym szlakiem (ścieżka przyrodniczo – historyczna Leśniczówka Brenzberg). Przeczytaj więcej na temat Leśniczówki Brenzberg…
Panorama: Ze szczytu rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na masyw Tarnicy, Halicza, Krzemienia, Połoninę Wetlińską i Caryńską oraz Bukowe Berdo.
Wyjeżdżając spod Centrym Promocji Leśnictwa w Mucznem kierujemy się dalej, w stronę Tarnawy Wyżnej (uwaga: za Mucznem nawierzchnia drogi mocno zniszczona).
Torfowiska wysokie w Tarnawie Wyżnej
Tarnawa Wyżna to nieistniejąca już wieś, której mieszkańcy zostali wysiedleni po II wojnie światowej. Dziś teren ten objęty jest ochroną Bieszczadzkiego Parku Narodowego jako jeden z najcenniejszych przyrodniczo obszarów w Polsce.
Torfowiska wysokie w Tarnawie należą do zbiorowisk roślinnych o najdłuższej historii w Bieszczadach, liczonej w tysiącach lat. To najstarsze znane torfowisko w regionie.
Skąd się wzięły torfowiska? Przez większość historii torfowiska były osuszane przez człowieka – tworzono na nich pastwiska i pola uprawne. W latach 80. XX wieku w Tarnawie powstało wielkie gospodarstwo Igloopolu, które na wielką skalę osuszało tereny opuszczonych bieszczadzkich wiosek. Dopiero w 1999 roku torfowiska zostały objęte ochroną Bieszczadzkiego Parku Narodowego.
Torfowisko zajmuje obszar około 34 ha i składa się z dwóch odrębnych płatów, rozgraniczonych potokiem.
| Część | Powierzchnia | Długość trasy | Czas przejścia | Charakterystyka |
|---|---|---|---|---|
| Starsza (większa) | ok. 20 ha | ok. 1,5–2 km | 45–60 min | Prowadzi przez bagienny bór sosnowy, kończy się pętlą |
| Młodsza (mniejsza) | ok. 6 ha | ok. 600 m w obie strony | 15–20 min | Praktycznie niezalesiona, białe kładki z poręczami, piękne widoki |
Łącznie do przespacerowania: 2,4 km Całkowity czas spaceru: ok. 1,5 godziny (w spokojnym tempie)
Na większym torfowisku:
Na mniejszym torfowisku:
W ramach projektu unijnego na torfowisku zainstalowano nowoczesną infrastrukturę edukacyjną:
informacje praktyczne:
| Wstęp na teren BdPN | bilet do Bieszczadzkiego Parku Narodowego (do nabycia w kasie lub online) |
| parking | płatny przy drodze |
Zasięg telefonu: Na trasie za Stuposianami zasięg polskich sieć szybko zanika – możesz przełączyć się na ukraińskie sieci (uważaj na roaming!). Warto pobrać mapy offline przed wyjazdem.
Paliwo: Zatankuj samochód – za Stuposianami nie ma stacji benzynowych.
Prowiant: W Mucznem działa restauracja w Centrum Promocji Leśnictwa, ale warto zabrać własne jedzenie i picie na cały dzień.
Obuwie: Na torfowiska wygodne buty (kładki są drewniane, bezpieczne). Na wieżę na Jeleniowatym – buty trekkingowe.
Czas: To wycieczka na cały dzień.
Bilety: Na teren Bieszczadzkiego Parku Narodowego (torfowiska) obowiązują bilety wstępu. Można je kupić online lub w kasach przy wejściach.
Sezon: W sezonie letnim (lipiec–sierpień) spodziewaj się większych tłumów, szczególnie na torfowiskach i przy zagrodzie żubrów.
Dokumenty: Trasa wiedzie blisko granicy z Ukrainą – warto mieć przy sobie dowód osobisty.
trasa alternatywna:
Po drodze mijamy m.in:
Więcej informacji na temat odwiedzanych atrakcji
Przy drodze do Mucznego, tuż przed zagrodą żubrów, znajduje się niezwykłe miejsce, które przenosi nas w czasy, gdy bieszczadzkie lasy rozbrzmiewały echem pracy smolarzy i węglarzy. To Plenerowe Muzeum Wypału Węgla Drzewnego, gdzie na własne oczy zobaczyć można, jak wyglądało to niegdyś powszechne, dziś już zapomniane rzemiosło.
Smolarstwo, czyli działalność związana z wytwarzaniem smoły, dziegciu oraz węgla drzewnego, ma w polskich lasach wielowiekową tradycję. Już w XVI–XVII wieku było ważnym elementem gospodarki leśnej na terenie dóbr królewskich i szlacheckich. Bieszczady, z rozległymi kompleksami leśnymi, były jednym z głównych ośrodków tego rzemiosła w Karpatach.
Koniec XIX wieku przyniósł upadek tradycyjnego smolarstwa. Rozwój przemysłu naftowego i chemicznego sprawił, że produkty takie jak smoła czy dziegieć straciły na znaczeniu – tańsze i wydajniejsze okazały się ich syntetyczne odpowiedniki.
Koniec XX wieku przyniósł jednak niespodziewany renesans – wraz z narastającą modą na grille i ogniska wzrosło zapotrzebowanie na węgiel drzewny, a smolarstwo powróciło, choć w zupełnie nowej odsłonie.
Dawniej trudno było oddzielić zawody smolarza, dziegciarza, maziarza i węglarza – były one ze sobą nierozerwalnie związane. Przy produkcji smoły równocześnie powstawał dziegieć i maź, a w zależności od czasu wypalania – także węgiel drzewny lub popiół.
Na terenie Bieszczadów, Beskidu Niskiego i Pogórza Przemyskiego rzemieślnicy leśni specjalizowali się w różnych produktach:
W gospodarce folwarczno-pańszczyźnianej nastąpiła dość duża specjalizacja – produkcja nastawiona była na jeden rodzaj wyrobu, reszta stanowiła produkt uboczny. Przy małych zakładach lub wypalaniu na własne potrzeby liczyły się wszystkie produkty, każdy był równowartościowy.
Tradycyjny mielerz (kopiec węglarski)
Dawniej węgiel drzewny wypalano w mielerzach – ziemnych kopcach, które węglarze budowali z niezwykłą precyzją. Proces wyglądał następująco:
Praca węglarza wymagała ogromnej wiedzy i doświadczenia. Trzeba było rozpoznać odpowiedni gatunek drewna, właściwie ułożyć stos, wyczuć moment, kiedy proces ma się zakończyć. To rzemiosło przekazywane było z ojca na syna.
Nowoczesne retorty
Współcześnie węgiel drzewny wypala się w stalowych retortach – piecach, które zastąpiły mielerze. W plenerowym muzeum w Mucznem można zobaczyć właśnie takie piece – duże, cylindryczne konstrukcje, w których proces jest znacznie szybszy i bardziej kontrolowany niż w tradycyjnym kopcu. Zarówno retorty jak i mielerz, prezentowane są w Mucznem – stąd nazwa „plenerowe muzeum” oddaje ideę ekspozycji tych urządzeń w ich naturalnym otoczeniu leśnym.
Roman Reinfuss – etnograf, który ocalił pamięć
Choć nie był węglarzem, nie sposób nie wspomnieć o Romanie Reinfussie – wybitnym etnografie, który w XX wieku badał kulturę Łemków i Karpat, dokumentując m.in. tradycje smolarskie i dziegciarskie. To dzięki jego pracy wiemy dziś, że maziarze z Łosi (Beskid Niski) wyrabiali nie maź, a dziegieć, a na Łemkowszczyźnie mazią nazywano gęstszą frakcję dziegciu. Reinfuss uratował od zapomnienia wiedzę o tym, jak wyglądało życie rzemieślników leśnych na tych terenach.
Tradycyjni maziarze z Łosi
W Beskidzie Niskim, szczególnie w miejscowości Łosie koło Gorlic, przez pokolenia działała społeczność maziarzy, znana w całych Karpatach. Wyrabiali oni dziegieć, a ich wyroby cieszyły się uznaniem na rynkach od Słowacji po Węgry. Dziś tradycje te są podtrzymywane przez Gminę Uście Gorlickie, która organizuje coroczne święto „Łosie – Maziarstwo i Dziedzictwo Karpat”.
W epoce, gdy metal był drogi i trudno dostępny, produkty smolarzy i węglarzy miały ogromne znaczenie:
Drewno było wówczas podstawowym budulcem – używali go zarówno cieśle i stolarze, jak i kołodzieje, bednarze, gontarze. Smolarze i węglarze dostarczali produkty niezbędne do życia i pracy w całej wsi.
Żubry, największe ssaki lądowe Europy, niegdyś były naturalnym elementem bieszczadzkiego krajobrazu. Jednak intensywna działalność człowieka – postępujące osadnictwo, wycinanie lasów pod pola, łąki i pastwiska oraz polowania – spowodowała ich całkowite zniknięcie z tych terenów na około 200 lat. W szczytowym momencie lesistość Bieszczadów spadła do zaledwie 40% (dziś to ponad 90%).
Koniec XIX i początek XX wieku przyniósł gatunkowi ostateczny kryzys. W 1920 roku zabito ostatniego przedstawiciela żubra nizinnego żyjącego na wolności. Działania wojenne i kłusownictwo doprowadziły do tego, że gatunek przetrwał wyłącznie dzięki osobnikom trzymanym w niewoli.
Przełomowym momentem był rok 1963, kiedy w ramach szeroko zakrojonego programu reintrodukcji sprowadzono w Bieszczady pierwsze żubry. Nie były to jednak osobniki przypadkowe – celowo przywieziono żubry będące mieszańcami żubra kaukaskiego i białowieskiego, aby odseparować je od czystej krwi żubra nizinnego i wzbogacić pulę genetyczną.
Początkowo było ich zaledwie 17. Pierwsze zwierzęta trafiły do zagrody aklimatyzacyjnej nad potokiem Zwir w Nadleśnictwie Stuposiany, gdzie spędziły rok, przystosowując się do nowych warunków. Po tym czasie wypuszczono je na wolność – i to był moment przełomowy. Trzy lata później dołączyły kolejne osobniki, co znacząco przyspieszyło rozwój stada.
Dziś populacja żubrów w Bieszczadach przekracza 880 osobników (dane z marca 2026 roku). Jest to największa górska populacja tego gatunku na świecie.
Historia powstania: Zagroda Pokazowa Żubrów w Mucznem powstała 17 maja 2012 roku w ramach projektu „Ochrona in situ żubra w Polsce – część południowa”, współfinansowanego przez Unię Europejską oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Lokalizacja i warunki: Zagroda położona jest w uroczysku Krutyjówka nad Potokiem Czerwonym, około 2 km przed Mucznem . Zajmuje 7–9 hektarów leśnego terenu porośniętego starymi jodłami i świerkami, przez który przepływa strumień. Teren został starannie wybrany, aby zapewnić zwierzętom warunki jak najbardziej zbliżone do naturalnych .
Mieszkańcy: Obecnie w zagrodzie żyje 7–12 żubrów (liczebność zmienia się w zależności od okresu i prowadzonych działań hodowlanych). Zwierzęta sprowadzono z Francji oraz Szwajcarii . Reprezentują one tzw. linię górską, czyli białowiesko-kaukaską .
Imiona młodych: Ciekawostką jest, że każde młode żubrzątko urodzone w zagrodzie otrzymuje imię zaczynające się na sylabę „Pu”.
Cel hodowlany: Zagroda pełni przede wszystkim funkcję hodowlaną. Wszystkie młode żubry, które się tu urodzą, po ukończeniu półtora roku są przenoszone do górnej części zagrody (tzw. aklimatyzacyjnej), a następnie wypuszczane na wolność. Część osobników jest również eksportowana za granicę, m.in. do Rumunii czy Bułgarii, w celu wzbogacenia tamtejszych populacji.
Rezerwuar genetyczny: Działania te są kluczowe dla ochrony gatunku. Bieszczadzkie żubry żyjące na wolności są blisko spokrewnione genetycznie, co naraża je na różne choroby (m.in. gruźlicę i telazjozę). Zagroda stanowi rezerwuar zdrowego i silnego genetycznie żubra, który zasila wolne stada.
Funkcja edukacyjna: Dla zwiedzających przygotowano dwa tarasy widokowe oraz tablice edukacyjne przybliżające biologię i historię żubra.
Liczebność (2026):
Rozmieszczenie stad:
| Obszar | Liczba osobników | Uwagi |
|---|---|---|
| Nadleśnictwo Baligród | blisko 400 | największe skupisko, 14 stad |
| Kalnica (pod Chryszczatą) | 60 | największe pojedyncze stado |
| Nadleśnictwo Lutowiska | 99-osobnikowe stado | pod Otrytem |
| Pojedyncze osobniki | – | stare samce widywane nawet pod Duklą i Rymanowem |
Podział na subpopulacje:
Biologia i zwyczaje:
Historia ochrony:
Najsłynniejszym bieszczadzkim żubrem był byk o imieniu Pulpit. Ten niezwykły samotnik wyruszył w samotną wędrówkę na północ i w ciągu 28 dni przeszedł ponad 400 kilometrów, docierając aż do Żabna pod Tarnowem.
Po schwytaniu trafił do zagrody, gdzie spędził resztę życia. Jego historia stała się lokalną legendą – symbolem determinacji, siły i bieszczadzkiego ducha wolności. Do dziś inspiruje miłośników przyrody i badaczy dzikich zwierząt.
Mimo spektakularnego sukcesu reintrodukcji, bieszczadzkie żubry stoją przed poważnymi wyzwaniami:
Przegęszczenie populacji: Od ponad 10 lat naukowcy alarmują, że populacja na ograniczonym terenie jest zbyt liczna. Prowadzi to do:
Choroby: Bieszczadzkie żubry zmagają się m.in. z:
Muczne to niewielka osada w dolinie potoku Muczny, w tzw. „worku bieszczadzkim”. Choć dziś kojarzy się z turystyką i dziką przyrodą, jego historia jest stosunkowo krótka i burzliwa. Nazwa miejscowości pochodzi prawdopodobnie od ukraińskiego mucznyj (mączny), co miało nawiązywać do jasnej gliny w potoku.
Początki osadnictwa sięgają pierwszej połowy XIX wieku, kiedy na terenach wsi Dźwiniacz Górny powstała potasznia (zakład przetwarzający drewno). Wokół niej rozwinął się przysiółek Mucze (późniejsze Muczne). Na początku XX wieku przez osadę przebiegała kolejka wąskotorowa, służąca gospodarce leśnej. Przed II wojną światową była to bardzo mała osada (kilka domów).
W 1944 roku doszło do masakry ludności polskiej dokonanej przez UPA – zginęło ok. 70 osób. Po wojnie miejscowość została całkowicie zniszczona i przestała istnieć – nie zachował się żaden dom.
Dopiero na początku lat 70. powstała tu osada pracowników leśnych. W 1975 roku nastąpił kluczowy moment – teren przejął Urząd Rady Ministrów PRL. W latach 70. Muczne stało się jednym z najbardziej tajemniczych miejsc w Bieszczadach. Utworzono tu zamknięty ośrodek wypoczynkowo-łowiecki dla władz PRL. Powstały: hotel, drewniane wille, infrastruktura drogowa. Cały teren był ogrodzony i strzeżony przez wojsko, dostępny tylko z przepustkami. Muczne pełniło funkcję ekskluzywnej enklawy dla elit. Organizowano polowania dla najwyższych władz PRL, zapraszano zagranicznych gości. Bywali tu m.in.: Edward Gierek, Piotr Jaroszewicz, Josip Broz Tito, Abdolreza Pahlavi. Polowania miały charakter pokazowy – sprowadzano zwierzęta, a teren był specjalnie przygotowany pod łowiectwo. W latach 1977–1981 Muczne nosiło nazwę Kazimierzowo. Był to hołd dla zarządzającego ośrodkiem pułkownika Kazimierza Doskoczyńskiego. W 1981 roku przywrócono nazwę Muczne, ośrodek przekazano Lasom Państwowym.
Dziś Muczne to niewielka, ale tętniąca życiem osada, która każdego roku przyciąga tysiące turystów. Oprócz wspomnianych atrakcji, takich jak: Centrum Promocji Leśnictwa, Pokazowa Zagroda Żubrów, Kościół św. Huberta, Plenerowe Muzeum Wypału Węgla Drzewnego, Muczne to centrum narciarstwa biegowego w Bieszczadach. W sezonie zimowym przygotowywanych jest tu nawet 20 km tras biegowych. Są one utrzymywane przez Nadleśnictwo Stuposiany i Stowarzyszenie „Bieszczadzkie Trasy Narciarskie”.
Trasa główna ma długość 6,5 km i rozpoczyna się przy Centrum Promocji Leśnictwa, prowadząc w kierunku Tarnawy Niżnej. Jej przebieg został zaprojektowany tak, aby odpowiadać potrzebom osób o różnym poziomie zaawansowania. Większość trasy ma charakter łatwy, co sprawia, że jest szczególnie odpowiednia dla osób początkujących oraz dla tych, którzy traktują narciarstwo biegowe jako formę rekreacyjnego, zimowego spaceru .
Dodatkowe udogodnienia:
Coroczna impreza: w Mucznem odbywa się Bieszczadzki Bieg Narciarski „Tropem Żubra”, który przyciąga amatorów narciarstwa biegowego z całej Polski.
Muczne jest głównym punktem startowym na najpiękniejszy, mniej zatłoczony szczyt Bieszczadów – Bukowe Berdo (1313 m n.p.m.) – szlak żółty
Leśniczówka Brenzberg to miejsce o szczególnie tragicznej historii, położone na stokach Jeleniowatego, między Mucznem a Dźwiniaczem Górnym. Dziś to nie tylko pomnik upamiętniający ofiary mordu dokonanego przez Ukraińską Armię Powstańczą (UPA), ale także ścieżka przyrodniczo-historyczna, która łączy turystykę z refleksją nad trudną przeszłością tych ziem.
Przed II wojną światową Brenzberg była leśną osadą, w której znajdowała się leśniczówka. Jej nazwa ma niemieckie brzmienie – w czasach zaboru austriackiego wiele leśnych osad w Bieszczadach otrzymywało takie właśnie nazwy. W chwili wybuchu wojny funkcję leśniczego pełnił Franciszek Król, który wraz z rodziną mieszkał w tym odosobnionym miejscu, otoczonym lasami i z dala od większych osad.
Lato 1944 roku to czas, gdy front sowiecko-niemiecki zbliżał się do Bieszczadów. Przed wojną region ten był znacznie gęściej zaludniony, a w miarę przesuwania się linii frontu przez te tereny przewijały się tysiące uchodźców – Polaków uciekających przed represjami z Wołynia, a także mieszkańcy okolicznych wsi, którzy szukali schronienia przed nadchodzącymi działaniami wojennymi.
W tym czasie w okolicy działały silne oddziały UPA, które systematycznie przeprowadzały czystki etniczne na polskiej ludności. Na terenie Bieszczadów sierpień 1944 roku był okresem szczególnie krwawym – wcześniej, 6 sierpnia, upowcy zamordowali 42 osoby w Baligrodzie, a w kolejnych dniach dokonywali zbrodni w kilku innych miejscowościach.
W dniach poprzedzających tragedię w leśniczówce Brenzberg schroniło się około 80 osób – polscy uchodźcy z Wołynia uciekający przed rzezią, leśnicy, kolejarze, a także polscy oficerowie. Franciszek Król, pełniący funkcję leśniczego, przyjął ich pod swój dach, oferując schronienie w leśniczówce i okolicznych szałasach. Byli wśród nich mężczyźni, kobiety i dzieci. Jak wspominał Alojzy Wiluszyński, jeden z nielicznych ocalałych: „Myśleliśmy, że tu nas nie znajdą”.
W nocy z 15 na 16 sierpnia 1944 roku (według niektórych źródeł rankiem 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny) sotnia Służby Bezpieczeństwa OUN (SB OUN) pod dowództwem Mykoły Dudki „Osypa” otoczyła polanę. Oddziały SB OUN były swoistą „policją polityczną” ukraińskiego nacjonalistycznego podziemia i trakcie Rzezi Wołyńskiej wykazywały się wyjątkowym okrucieństwem.
Charakterystyczne dla tej zbrodni było to, że nie padł ani jeden strzał. Napastnicy, uzbrojeni w siekiery, widły, noże i inne narzędzia rolnicze, działali w ciszy, by nie zaalarmować okolicznych osad. Ciała ofiar – mężczyzn, kobiet i dzieci – nie nosiły ran postrzałowych, były okaleczone nożami i narzędziami rolniczymi. Ofiary były torturowane, a według relacji wielu z nich miało odrąbane głowy.
Łączna liczba ofiar wyniosła 74 osoby. Była to największa zbrodnia UPA w Bieszczadach.
Po dokonaniu mordu upowcy nakazali, by przez tydzień zwłoki pozostały niepochowane – dla ostrzeżenia innych Polaków. Ciała ofiar wrzucono do studni lub pozostawiono w lesie. Jak relacjonował polski świadek, który dotarł na miejsce kilka dni później: „Studnia była pełna, nie mieliśmy jak ich pochować”.
Po ataku sotnia UPA skierowała się dalej, mordując kolejne osoby w Dźwiniaczu i okolicach, co zwiększyło bilans ofiar do ponad 100 w ciągu kilku dni.
Zachowały się dwie kluczowe relacje z tych wydarzeń, przechowywane w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej.
Relacja Alojzego Wiluszyńskiego, mieszkańca pobliskiej Tarnawy:
„Przyszedł dzień 15 sierpnia 1944 r. We dworze w Tarnawie Wyżnej kwaterował sztab UPA, a we wsi pancerna jednostka niemiecka. Kowpak w tym dniu odszedł z całym oddziałem na południe. W Mucznem, w budynku, który nazywaliśmy „nadleśnictwo” zatrzymało się 74 osoby narodowości polskiej, które uchodziły przed zalewem represji i linią frontu. UPA czując się bezkarnie otoczyła budynek i wszyscy zostali zabici. Było tam dużo kobiet i dzieci. Pastwiono się nad oficerami. Wszyscy chyba mieli odrąbane głowy. Na koniec upowcy zapowiedzieli, że przez tydzień zwłoki mają leżeć nie pochowane – dla ostrzeżenia innych Lachów”.
Relacja Alfreda Steinhardta, księgowego gminy Tarnawa Niżna:
„(…) część Polaków postanowiła schronić się w górskich lasach u znajomego leśnika. Byłem świadkiem jak wyjechały furmanki z rodzinami i małymi dziećmi i starszymi ludźmi, widziałem płaczące dziewczynki, której jechać nie chciały (…). Nikt nie wiedział, gdzie będzie bezpieczniej, ani ci co pojechali, ani ci co zostali. Po kilku dniach w Sokolikach pojawił się 16-letni syn leśniczego ze straszną wiadomością. Banderowcy zaatakowali leśniczówkę i wymordowali wszystkich, oprócz niego. On w czasie napadu znajdował się poza budynkiem leśniczówki i jemu udało się zbiec. Po kilku dniach nie wytrzymał nerwowo i wrócił do lasu zobaczyć co się stało z jego rodziną. Do Sokolik już nigdy nie powrócił. Po pewnym czasie przyszedł do Sokolik wieśniak ukraiński, który ostrzegał przed napadami banderowców i opowiedział, że syn leśniczego został złapany przez banderowców i po torturach zamordowany. Do dziś widzę twarzyczki dziewczynek płaczących, jakby w przeczuciu strasznej śmierci”.
Po wojnie polana Brenzberg popadła w zapomnienie. Las pochłonął resztki leśniczówki, a ciała ofiar nigdy nie doczekały się godnego pochówku. Przez dziesięciolecia miejsce to było pomijane w przewodnikach turystycznych.
W 2008 roku mieszkańcy Mucznego i leśnicy rozpoczęli starania o upamiętnienie tego miejsca. W 2010 roku, dzięki inicjatywie Lasów Państwowych i Polskiego Towarzystwa Leśnego, na stokach Jeleniowatego postawiono dębowy krzyż i obelisk z tablicą o treści: „Pamięci 74 Polaków zamordowanych przez UPA w leśniczówce Brenzberg 15 VIII 1944”.
Dziś miejsce to stanowi centralny punkt ścieżki przyrodniczo-historycznej „Brenzberg”, która łączy edukację historyczną z walorami przyrodniczymi Bieszczadów. Wzdłuż trasy ustawiono tablice informacyjne opisujące zarówno dzieje miejsca, jak i przyrodę okolicy – gatunki drzew, chronioną faunę.
Na polanie, w miejscu gdzie stała leśniczówka, znajduje się ogrodzona sterta kamieni po leśniczówce, fragmenty podmurówki i fundamentów, pamiątkowy głaz, krzyż i obelisk z listą ofiar i tablice z historią zbrodni.
W 2022 roku, w przededniu 78. rocznicy mordu, Zespół Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej przeprowadził pierwszy etap prac poszukiwawczych na terenie dawnej leśniczówki Brenzberg. Przebadano ok. 700 m² terenu. Prace prowadzono zarówno na polanie, gdzie znajdowała się leśniczówka, jak i w sąsiedztwie wzniesionego upamiętnienia. Prace wspierały Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Krośnie, Nadleśnictwo Stuposiany oraz grupa wolontariuszy. Odnaleziono fundamenty budynku mieszkalnego leśniczówki Brenzberg, ustalono topografię budynków gospodarczych, zlokalizowano pobliską studnię, odnaleziono liczne przedmioty kultury materialnej oraz elementy oprzyrządowania wojskowego z czasów I wojny światowej.
Niestety, mimo przeprowadzonych prac nie odnaleziono szczątków pomordowanych Polaków.
Torfowiska w Tarnawie Wyżnej to jedno z najcenniejszych przyrodniczo miejsc w Bieszczadach. Położone w tzw. „Bieszczadzkim Worku” – najdalej na południe wysuniętym, dostępnym turystycznie rejonie Polski – stanowią prawdziwą perłę dla miłośników przyrody i ciszy.
Torfowiska wysokie, do których zalicza się kompleks w Tarnawie, powstają w specyficznych warunkach – na terenie bezodpływowym, odciętym od wód gruntowych i zasilanym wyłącznie przez opady atmosferyczne. To sprawia, że stanowią one zamknięty ekosystem, w którym woda jest wyjątkowo uboga w składniki mineralne.
Proces tworzenia torfowiska polega na narastaniu złoża torfowego ku górze. Torf powstaje z nierozłożonych szczątków roślinnych – pędów, liści i mchów, które w kwaśnym, beztlenowym środowisku nie ulegają całkowitemu rozkładowi. Z każdym rokiem pokład torfu przyrasta, tworząc charakterystyczną „czapę” – wypukłą formę wyniesioną ponad otaczający teren.
Torfowiska były eksploatowane przez człowieka od wieków. Pierwsze wzmianki o wykorzystaniu torfu w celach opałowych pochodzą z Wybrzeża Fryzyjskiego z I wieku n.e.. W Polsce wydobycie torfu rozpoczęto w końcu XVIII wieku, a jego znaczenie wzrastało aż do końca XIX wieku.
Dramatyczne zmiany w XX wieku:
Przez większość historii torfowiska były osuszane przez człowieka – tworzono na nich pastwiska i pola uprawne. Największe zniszczenia przyszły jednak w II połowie XX wieku:
Pożar w 1927 roku: Na osobne wspomnienie zasługuje pożar, który wybuchł na torfowisku w 1927 roku od iskier przejeżdżającej kolejki wąskotorowej. Płomienie trawiły torfowisko przez 5 lat.
Po włączeniu terenów Doliny Górnego Sanu do Bieszczadzkiego Parku Narodowego w 1999 roku rozpoczęto kompleksowe działania mające przywrócić torfowiskom pierwotny stan. Objęto je ochroną ścisłą.
Działania rewitalizacyjne obejmują:
Torfowiska wysokie to raj dla botaników. Dominują tu mchy torfowce (Sphagnum), które są architektami tego ekosystemu – ich zdolność do magazynowania wody, niczym gąbka, tworzy fundament całego środowiska.
Roślinność charakterystyczna dla torfowisk wysokich:
| Krzewinki i borówki | borówka bagienna (Vaccinium uliginosum), borówka brusznica (Vaccinium vitis-idaea), bażyna czarna (Empetrum nigrum), żurawina błotna (Vaccinium oxycoccos) |
| Rośliny zielne | turzyca skąpokwiatowa (Carex pauciflora), wełnianka pochwowata (Eriophorum vaginatum), bagno zwyczajne (Rhododendron tomentosum), modrzewnica zwyczajna (Andromeda polifolia) |
| Rośliny owadożerne | rosiczka okrągłolistna (Drosera rotundifolia) – mały drapieżnik, który lepkimi liśćmi łapie owady |
| Mchy | torfowiec czerwonawy (Sphagnum rubellum), torfowiec magellański (Sphagnum magellanicum), płonnik właściwy i pospolity |
| Drzewa | sosna pospolita (Pinus sylvestris) – jedno z naturalnych stanowisk w Bieszczadach, brzoza brodawkowata (Betula pendula), świerk |
Ciekawostka: Większe torfowisko porasta bagienny bór sosnowy. Przez długi czas sądzono, że jest to jedyne w Bieszczadach naturalne stanowisko sosny pospolitej – obecnie wiadomo, że stanowisk takich jest więcej.
Torfowiska stanowią dom dla wielu rzadkich gatunków zwierząt, które doskonale przystosowały się do życia w tym specyficznym środowisku.
Ptaki:
Gady:
Ssaki:
Bezkręgowce:
Z obu części torfowiska rozciąga się zapierająca dech panorama na Bieszczadzkie szczyty: Halicz, Krzemień, Bukowe Berdo, Kopę Bukowską, Wołowy Garb. Szczególnie efektowny widok roztacza się z mniejszego, niezalesionego torfowiska, gdzie nic nie zasłania panoramy.
Torfowisko zmienia swoje oblicze wraz z porami roku, oferując za każdym razem zupełnie inne wrażenia:
Kazimierz Doskoczyński to jedna z najbardziej kontrowersyjnych i barwnych postaci w historii powojennych Bieszczadów. Przez blisko dekadę, od połowy lat 70. do 1981 roku, sprawował niepodzielną władzę nad rozległymi terenami leśnymi wokół Mucznego i Arłamowa, będąc komendantem rządowych ośrodków wypoczynkowych Urzędu Rady Ministrów. Jego postać do dziś budzi skrajne emocje – opisywany jako satrapa i filantrop, brutalny, apodyktyczny zarządca, ale też człowiek, który potrafił pomagać zwykłym ludziom.
Kazimierz Doskoczyński urodził się 23 września 1922 roku w Jamnej na Huculszczyźnie (dziś Ukraina), w ubogiej rodzinie kamieniarza Józefa i praczki Franciszki Doskoczyńskich. W 1926 roku osierocił go ojciec. Po ukończeniu kilku klas szkoły podstawowej podjął pracę.
Kariera w aparacie bezpieczeństwa:
Zamach na Bieruta i jego konsekwencje: W lutym 1952 roku Doskoczyński został ciężko ranny podczas zamachu na Bieruta. Schizofrenik próbujący wedrzeć się do Belwederu postrzelił go w głowę, płuco i pachwinę. Według relacji, to właśnie wtedy Doskoczyński miał „przelać za Bieruta krew”, osłaniając go własnym ciałem. Rany w podbrzuszu spowodowały, że nigdy nie mógł zostać ojcem.
Po rekonwalescencji – jako zaufany człowiek Bieruta – został skierowany na stanowisko komendanta rządowego ośrodka wypoczynkowego w Łańsku na Mazurach. Później objął identyczne stanowiska w Arłamowie, Trójcy i Mucznem. W 1966 roku awansował na stopień pułkownika.
Przejęcie władzy w Bieszczadach: W latach 70. Doskoczyński trafił w Bieszczady. Był to okres, gdy w Arłamowie powstawał luksusowy ośrodek rządowy, a następnie w 1975 roku Urząd Rady Ministrów przejął również rozległe tereny wokół Mucznego. Cały obszar – obejmujący blisko 30 tysięcy hektarów lasów, łąk i wzgórz – został ogrodzony płotem o długości 100-120 kilometrów. W dokumentach występował pod kryptonimem „W-2” (W-1 to Łańsk).
Doskoczyński rządził tym terenem żelazną ręką. Jego rządy rozpoczęły się od usuwania rolników i myśliwych z terenów ośrodka oraz ich grodzenia – nie tolerował bowiem osób postronnych na powierzonym sobie obszarze.
Charakter i metody zarządzania: Współcześni zapamiętali Doskoczyńskiego jako człowieka apodyktycznego, emocjonalnego, często wulgarnego i brutalnego w obejściu. Był nieufny i podejrzliwy, zwolennik porządku i dyscypliny, z usposobienia choleryk. Miał doskonałą pamięć.
Jednocześnie potrafił być hojny w obliczu dobrze wykonanej pracy. Jak wspomina Krzysztof Potaczała, autor książki „Bieszczady w PRL-u”: „Nie było od wojny bardziej kontrowersyjnej postaci. Wysiedlał, pozbawiał pracy, gnoił. Ale też gospodarzył: hodował, budował, chronił (czasem niszczył). I pomagał: finansowo, rzeczowo, w dostępie do najlepszych lekarzy, w znalezieniu posady. Satrapa, pieniacz, filantrop, gołębie serce. Bez mała przez dekadę niepodzielnie dzierżył władzę w Bieszczadach”.
W latach 1977-1981 Muczne nosiło nazwę Kazimierzowo – od imienia pułkownika. Oficjalnie zmiana nazwy nastąpiła zarządzeniem Ministra Administracji, Gospodarki Terenowej i Ochrony Środowiska z 8 marca 1977 roku. Choć nie ma bezpośrednich dowodów na to, że Doskoczyński był inicjatorem tej zmiany, powszechnie łączy się ją z jego osobą. Istnieją przypuszczenia, że przesłanką do nadania takiej nazwy miała być analogia między Kazimierzem Wielkim – który „zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną” – a komendantem Doskoczyńskim jako budowniczym Arłamowa, Trójcy i Mucznego. Po odwołaniu Doskoczyńskiego w 1981 roku przywrócono nazwę Muczne.
Doskoczyński był zapalonym myśliwym i głównym organizatorem polowań dla krajowych i zagranicznych dygnitarzy. W latach 70. pełnił funkcję szefa biura polowań „Polskie Bory”, organizującego w Polsce pobyt myśliwych z zachodniej Europy, którzy opłacali swój pobyt i możliwość odstrzału pożądanymi przez władze PRL dewizami.
Na polowania do Arłamowa i Mucznego przyjeżdżali m.in.:
Jak podkreśla Krzysztof Potaczała: „W ośrodku wypoczywali państwowi i partyjni dygnitarze, odbywały się tam także różnego rodzaju zakulisowe spotkania. Przede wszystkim jednak do Arłamowa przyjeżdżali pasjonaci łowiectwa”.
Kontrowersje wokół polowań: Doskoczyński dbał o to, by zwierzyna w „księstwie arłamowskim” była regularnie i obficie dokarmiana. Żołnierze wykładali tony buraków, marchwi czy ziemniaków, by wychodzący pod lufy dzik ważył więcej. Choć krążyły plotki o polowaniach ze śmigłowców czy przy użyciu reflektorów, badacze tematu podkreślają, że Doskoczyński – mimo swej kontrowersyjności – nie pozwalał na masowy odstrzał zwierzyny w podległych sobie kompleksach.
Likwidacja wypasu owiec: W 1975 roku, wraz z przejęciem przez Urząd Rady Ministrów rejonu Mucznego (a od 1978 także Wołosatego), Doskoczyński spowodował usunięcie bacówek i likwidację wypasu owiec w Siankach, Beniowej, Sokolikach Górskich, Tarnawie, Dźwiniaczu Górnym oraz Wołosatem.
Hodowla bukatów: W Tarnawie Niżnej i Wołosatem zorganizował hodowlę bukatów (gatunek jelenia), które sprzedawano następnie do Niemiec i Francji.
Wsparcie dla lokalnej społeczności: Mimo kontrowersyjnych działań, Doskoczyński pomagał lokalnej społeczności. Przypisuje mu się m.in. wsparcie w budowie szpitala w Ustrzykach Dolnych.
Po upadku ekipy Gierka i Jaroszewicza, w połowie 1981 roku Doskoczyński został odwołany z zajmowanych stanowisk. Ostatni raz przybył w Bieszczady w 1999 roku.
Chory na cukrzycę, zmarł 7 sierpnia 2000 roku w Warszawie w wieku 78 lat . Został pochowany na wojskowych Powązkach.
Postać Doskoczyńskiego obrosła licznymi anegdotami, które do dziś krążą po Bieszczadach. Oto kilka z nich:
Kara dla milicjantów: Według jednej z historii, milicjanci z Ustrzyk Dolnych podjęli pościg za białym Land Roverem, w którym jechał Doskoczyński. Gdy oba samochody wjechały na teren ośrodka rządowego w Kwaszeninie, funkcjonariusze zostali zatrzymani. Kara? Przez dwa tygodnie rąbali drewno.
Właściciel psów: Doskoczyński wymagał, by psy na terenie podległym mu były trzymane na uwięzi. Gdy podczas przejazdu spotkał psa bez smyczy, wydawał rozkaz, by go zastrzelić.
Telewizor do odstrzału: Opowiadano, że pułkownik „rozstrzelał” z dubeltówki japoński telewizor, który odmówił posłuszeństwa.
Opinie współczesnych: Józef Świtała, znany bieszczadzki myśliwy, nazywał Doskoczyńskiego „czarną postacią łowiectwa i człowiekiem, który miał najwięcej podłych cech charakteru, spośród ludzi, których znał”. Mówił: „Jeżeli mierzyć negatywne cechy człowieka liczbą stu, to pułkownik Doskoczyński miał ich 99”.
Kazimierz Doskoczyński pozostaje jedną z najbardziej fascynujących i kontrowersyjnych postaci powojennych Bieszczadów. Z jednej strony – brutalny zarządca, który grodził lasy, wysiedlał ludzi i likwidował tradycyjny wypas owiec. Z drugiej – człowiek, który pomagał w budowie szpitala, dbał o porządek i – paradoksalnie – chronił przyrodę przed rabunkową gospodarką.
Dziś jego ślady w Mucznem i Arłamowie są wciąż widoczne. Były hotel dla robotników leśnych, który za jego czasów przekształcono w rządowy ośrodek, został gruntownie zmodernizowany przez Lasy Państwowe i od 2016 roku funkcjonuje jako Centrum Promocji Leśnictwa. To właśnie tam, w holu, można się dowiedzieć więcej o historii tego niezwykłego miejsca i jego legendarnym komendancie.
